Sytuacja:

informacja na portalu informacyjnym:

“Wypadek autobusu na A4, zginęła jedna osoba” 

… i znane przez wszystkich komentarze (jeden mnie zaciekawił):

da mi ktoś sensowną odpowiedź?

  1. Bóg jest (podobno) naszym ojcem
  2. Mój ojciec (biologiczny) jest dla mnie dobry
  3. Bóg z samej swojej zasady kocha nas, jest najwspanialszy, najcudowniejszy itd, itp…
  4. Mój ojciec (biologiczny) nie skazałby mnie na na przykład tortury, cierpienie, głód, choroby….
  5. Padłaby odpowiedź: że chce sprawdzić, czy jesteśmy dobrzy, czy zasługujemy na niebo itd, itp…
  6. Mój ojciec (biologiczny) nie postąpił by tak wobec mnie, bo mnie naprawdę kocha, nie musi mnie testować.
  7. wniosek: Boga nie ma bądź nie kocha ludzi, bądź jest tak beznadziejnym ojcem, że trzeba się starać (wielbić, bać się, składać ofiary), żeby zasłużyć na jego miłość…

racjonalna odpowiedź???”

Temat w dalszej części sie rozwijał, ale mnie zaciekawił natychmiastowy atak, że ktoś może w taki sposó myśleć ….

Kiedyś byłem blisko Kościoła - ale odrzucił mnie od niego sam kościół, gdyż szuka on ślepych ”przebojowych owiec”, które z jednej strony mają słuchać sie wszystkiego i przyjmować to z pokorą, a z drugiej strony swoją postawą i ”unikalnością” przyciągaćinne ”ślepe owce” do stada.

Jednostki mające własne - czasem inne od reszty zdanie - są automatycznie odpuchane od koryta ( czyli sytuacja jak w polskich partiach zasiadających w sejmie i senacie).

…  i tu pytania:

czym jest wiara, czym jest wiara katolicka, czy wiara w odrębne ”wartości” jest słuszna (chodzi o tolerancje katolików) - i idąc dalej czy w taki sposób można podejść także do osób ”bezwynaniowych”