Sytuacja:
informacja na portalu informacyjnym:
“Wypadek autobusu na A4, zginęła jedna osoba”
… i znane przez wszystkich komentarze (jeden mnie zaciekawił):
“da mi ktoś sensowną odpowiedź?
- Bóg jest (podobno) naszym ojcem
- Mój ojciec (biologiczny) jest dla mnie dobry
- Bóg z samej swojej zasady kocha nas, jest najwspanialszy, najcudowniejszy itd, itp…
- Mój ojciec (biologiczny) nie skazałby mnie na na przykład tortury, cierpienie, głód, choroby….
- Padłaby odpowiedź: że chce sprawdzić, czy jesteśmy dobrzy, czy zasługujemy na niebo itd, itp…
- Mój ojciec (biologiczny) nie postąpił by tak wobec mnie, bo mnie naprawdę kocha, nie musi mnie testować.
- wniosek: Boga nie ma bądź nie kocha ludzi, bądź jest tak beznadziejnym ojcem, że trzeba się starać (wielbić, bać się, składać ofiary), żeby zasłużyć na jego miłość…
racjonalna odpowiedź???”
Temat w dalszej części sie rozwijał, ale mnie zaciekawił natychmiastowy atak, że ktoś może w taki sposó myśleć ….
Kiedyś byłem blisko Kościoła - ale odrzucił mnie od niego sam kościół, gdyż szuka on ślepych ”przebojowych owiec”, które z jednej strony mają słuchać sie wszystkiego i przyjmować to z pokorą, a z drugiej strony swoją postawą i ”unikalnością” przyciągaćinne ”ślepe owce” do stada.
Jednostki mające własne - czasem inne od reszty zdanie - są automatycznie odpuchane od koryta ( czyli sytuacja jak w polskich partiach zasiadających w sejmie i senacie).
… i tu pytania:
czym jest wiara, czym jest wiara katolicka, czy wiara w odrębne ”wartości” jest słuszna (chodzi o tolerancje katolików) - i idąc dalej czy w taki sposób można podejść także do osób ”bezwynaniowych”

3 uwag
RSS dla komentarzy tego wpisu
25 Listopad, 2007 (niedziela) @ 23:15
jegokobieta
Ja tam jakoś specjalnie w to wszystko nie wierze. Może gdyby to wszystko jeszcze jakoś ciekawiło, to mooooże, ale jak dlamnie to wszystko jest nudne. Z resztą zawsze uważałam, ze wiara taka typowa jest dobra dla słabych ludzi. Temat rzeka
A tobie lepiej nie podskakiwać ;P
27 Listopad, 2007 (wtorek) @ 21:22
met
Ech. Może na ten temat rozmawiać długo. Można się długo kłócić.
Moi Rodzice nie mają ślubu kościelnego, bo Tata był wcześniej żonaty.
Nigdy nie kazali mi w niedzielę chodzić do Kościoła. Nigdy.
Po komunii byłam okropnie zmęczona Kościołem. Ciągłe bieganie, formalności, srutututu.
Potem wróciłam. Nie wiem dlaczego. Nie jestem w stanie zdefiniować nawet kiedy konkretnie to nastąpiło.
Poznałam wspaniałego księdza (który notabene wydał ostatnio książkę, o której jest dość głośno).
uczył mnie religii. Odpowiadał na pytania, które inni katecheci/księża olewali.
Mój Mąż pochodzi z wierzącej rodziny. Wierzącej i praktykującej. Rzekłabym nawet, że to taka wioskowa konieczność. “Bą sąsiad, bo co ludzie powiedzą, bo ponoć Stasia jest w ciąży i na dodatek ma nową garsonkę”.
Zdecydowaliśmy się na ślub kościelny. Własciwie nawet nie zdecydowaliśmy. Po prostu to było oczywiste.
Nie żałuję. Nie śmiem mówić, że ślub cywilny jest w czymś gorszy, że ustępuje w którejś kwestii temu kościelnemu.
Po prostu dla nas był ogromnym przeżyciem.
Nie tylko sama ceremonia. Przygotowania. Nauki przedślubne z księdzem, który z nami rozmawiał, a nie mówił do nas.
Spowiedź przedślubna była jedyną prawdzią spowiedzią, po której poczułam się 100kg lżejsza.
Wiedziałam, że coś się zaczyna. Że coś się skończyło.
I nie miało to nic wspólnego z tym, że mam ładne paznokcie, a w domu czeka na mnie suknia slubna.
25.08.br czułam, że moja obecność w Kościele ma sens.
To było fenomenalne uczucie.
Nie zgadzam się z Kościołem w bardzo wielu kwestiach. Wielu nie rozumiem.
Niedawno pojęłam, że Kościół i ksiądz to tylko środek.
Środek do celu.
Nie muszę ich uwielbiać.
Muszę jedynie nauczyć się przez nich rozmawiać z Bogiem.
Nieważne jak twój bóg ma na imię.
Człowiek jest zbyt słaby, żeby nie wierzyć w nic.
P.s. Przepraszam za długość
1 Grudzień, 2007 (sobota) @ 10:57
jejmezczyzna
@ moja kobieta:
właśnie nudne – a to może dlatego, że nikomu się nie chce zaciekawiać, może nie chce zaciekawiać- bo jak się temu bliżej przyjrzy to są wielkie nieścisłości i przeciwieństwa..
No ale cóż kościół jest jaki tam jest, ale do “Eklesis” mam poszanowanie
@ met:
co do tematu spowiedzi to fakt substytutem tego wygadanie się ze wszystkiego koleżance (mało polecane – bo może wygadasz też coś na nią) oraz zapłacenie za wizytę u psychologa lub innego (od “fal mózgowych”)
Chrześcijanie zbierali się na początku gdziekolwiek – malowali sobie rybkę i juz – ale coś, co się szybko rozrasta staje się masą nie do kontrolowania – więc stwierdzono, że warto to kontrolować – później jak zawsze stwierdzono, że warto wybrać władze kościelne … i tak się zaczęło, spisywanie bzdurnych praw opartych rzekomo na Biblii i nowym testamencie, plebs cierpiała – władze opływały w złota – jak mi teraz ksiądz mówi ze oni tez muszą za coś żyć – to niech ***** pozbędą się tylu złotych kielichów, złotych ram, samochodów za grube $$ i całej tej nikomu nie potrzebnej otoczki, wtedy będzie ich stać – założę się, że jak się tak patrzy na zwykłych ludzi i na księży – to mało który w sukience trafia do nieba – uwierzcie mi w to
PS. Nie przepraszamy za długość wypowiedzi – ważne żeby treść była